Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nic. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 stycznia 2010

Suzuki albo nic

Naprawa rzeczy

Od kiedy pojawiło się hasło reklamowe firmy Suzuki, które brzmi: Suzuki albo nic - wciąż nie mogę się uwolnić do negatywnych reakcji na jego widok. Przede wszystkim, pomijając wszystkie zalety pojazdów tej marki; kiedy otrzymuję taką wyraźną alternatywę - w pierwszym odruchu wybieram nic. Dlatego, że w świadomości tkwi myśl o dość sporej ilości opcji do wyboru. Po drugie bądź, co bądź ten pojazd z winy reklamy koduje się w pamięci niebezpiecznie blisko niczego, co z pewnością nie przydaje mu zalet (w myśl przysłowia na bezrybiu i rak ryba czy lepiej chodzić piechotą niż jeździć lichotą). Ponadto dość niebezpiecznie poddaje to hasło inteligencję odbiorcy w wątpliwość (tak jak inne - o ofercie nie dla idiotów - tutaj nie mam wyjścia, muszę skorzystać).
A przecież tkwi w nim duży potencjał na miarę skrzydlatych słów, które przy okazji uniezależnieniając się od swojego źródła, ciągną jednak za sobą o nim pamięć.
Rozwiązanie jest proste:
...albo Suzuki!
W ten sposób Suzuki staje się alternatywą dla każdego pojazdu niezależnie od jego klasy, a to oznacza naprawdę sporą konkurencję, ale i prestiż. Bo jak wiadomo chcielibyśmy jeździć Bugatti, ale nawet Fiat 126 p potrafi dać trochę radości. Tak więc marzenie każdego sprzedawcy, by potencjalni klienci zawsze zastanawiali się niezależnie od zamożności nad wyborem pomiędzy jego produktem, a produktami całej reszty świata tutaj ma szansę się spełnić.
Wybiegając myślą w przyszłość, można przewidzieć takie użycie zwrotu w sytuacji wydawałoby się bez trzeciego wyjścia - Iść do kina czy na basen. A może Suzuki?
Dobrej drogi! (Way of life - to hasło Suzuki jest bez zarzutu).